Friday, 1 April 2016

"Nic dwa razy"

Kiedy one tak urosły? Te dzieci nasze. Juz nie ma tych pulchnych nóżek, tych tłuściutkich ramion, pucułowatych policzków. Już nie trzeba zgadywać co oznacza dana sylaba. Czy soczek, czy misia, czy może też siku... Umieją już słuchać, kiedy chcą oczywiście. Jak mama woła "chodź umyj ręce po zabawie" to w domu glucha cisza, ale już na "chodź mam coś pysznego" to sąsiadowi z dołu jakby stado koni po łbie przeleciało. Szantażują. Wymuszają. Doprowadzają do szału. Te chwile kiedy idziesz do łazienki i mówisz do lustra jak mantrę " ja pierdolę...ja pierdolę...ja pierdolę..." a potem zaraz te male klejące łapy wokół szyji " Przytulmy się. Kocham cie najbardziej w świecie". Łzy radości kiedy spiewa przedszkolne hymny, łzy strachu kiedy kaszel dusi po nocy,łzy zmęczenia kiedy ściana wydaje się reagować bardziej na nasze wołanie niż to małe rozwydrzone gówienko. Ta miłość wielka, jedyna i niepowtarzalna. Każdorazowo kochamy tak samo mocno, a zupełnie inaczej.

Saturday, 5 March 2016

Studium kopciuszka

Co jakiś czas Kuba przypomina sobie o Kopciuszku. Z 2 na 4 razy udaje mi się go przekonać do przeczytania innej książki, ale nie zawsze. I wtedy muszę przecierpieć te pół godziny, bo jak na złość przy tej nie zasypia w połowie. O nie. Trzyma sie ostro do końca. A ja Kopciuszka nie znoszę. Nie cierpię, nie trawię, nie rozumiem. Myślę, że dla dobra naszych ( to znaczy waszych) córek powinno się zabronić czytać ją małym dziewczynkom. Całkowicie, pod karą grzywny i prac społecznych. Co to znaczy, ja się pytam, że ona musiała ciężko harować od świtu do nocy, bo jej macocha i jej przybrane siostry kazały?? A co na wizie była? Paszport jej zabrali? Kontrakt musiała "wyrobić" do końca?? Nie mogła się "postawić"? Pluć im do zupy, wycinać dziury w najlepszych sukniach, wlewać niebieską farbę do kąpieli? Albo po prostu powiedzieć "Nie. Ja tego robiła nie będę." I jeszcze ta mała franca, sróżka-wróżka matka chrzestna. Przyleci to to i powie "czuwałam nad tobą przez te wszystkie lata", że niby jak? Oglądała ją w swojej szklanej kuli, żrąc popcorn, i popłakując na jej strasznym losem. Takie prywatne reality show. Mało tego jak już się zdecydowała pojawić i wysłać niedojdę na bal dała jej najtańszy pakiet. Do 12 i kropka. No mogła się trochę postarać. Wszystkie te urodziny i święta, na które nic kopciuszkowi nie kupiła w końcu. No mogła trochę lepiej. Jak już jej wyczarowała te wszystkie cuda to posłała ją, niewinną istotkę, bez krzty charakteru i własnego zdania, wprost do jaskini lwa. Księcia, który raz w roku organizuje sobie imprezę, zaprasza wszystkie kobitki z miasteczka, żeby wyrwać najlepsze. Pobawi się nimi i puści do domu mówiąc im " to nie to, zostańmy przyjaciółmi". No ale nasza bohaterka jest inna. Jest piekna, bo przecież to się w życiu najbardziej liczy. Mieć zgrabną dupę, fajne ciuchy i szklaną, stunningowaną przez wróżkę brykę. A potem się dziwić, że anoreksja, że bulimia i galerianki... No to upuściłam sobie. Tak mnie ten kopciuszek nakręca za kazdym razem, że kiedy Kuba już zaśnie jeszcze dlugo leżę w łóżku i z upojeniem wyobrażam sobie dzień, w którym wyjaśnię mu dlaczego pod żadnym pozorem nie powinien zachowywać się jak kopciuszek, lub tym bardziej jak książę. I nigdy, przenigdy niech nie czyta tej książki swoim córkom. Chyba że z komentarzem.
Dobranoc.

Tuesday, 1 March 2016

"...Spodnie Levisy lub Wranglery koniecznie muszą mieć bajery..."

Nie mam ciśnienia, żeby mieć. Nie zajmuje mi głowy myśl o najnowszych trendach w modzie. Mam pewien obraz tego w co lubię się odziać, odziedziczony jeszcze z teledysków z lat 90- tych (kiedy ludzie w tychże byli w większosci odziani). Męczy mnie grzebanie pomiędzy wieszakami. Ostatnio odwiedziłam kilka sieciówek w celu odnalezienia brakujących części uniformu do nowej pracy. I tyle. Nurzam się za to w secondhandach. Lubię i już. Nie zadręcza mnie fakt, że posiadam tani smartphone zamiast najnowszej wersji spuścizny Steve'a Jobs'a. Ważne, że mam w nim Wysokie Obcasy i Duży Format i nawet czas na to, żeby je poczytać. O tak, te wolne chwile są bardzo ważne. I kawa z ekspresu. No i może jeszcze ciastko do tej kawy. I płyty CD, bo jestem starej daty. Oryginalne, żeby miały teksty piosenek. Kiedyś to był rarytas nie musieć zgadywać o czym śpiewa artysta. Nie mam parcia na superkosmetyki. Mydło jest ważne, o tak. Dezodorant też. I te perfumy z Oriflame. Amber coś tam. Cudowne po prostu. Nie muszę nic zmieniać choć zmienił się sezon w modzie. Nie krwawi mi serce za najnowszym: modelem fiata, kolorem włosów, trampkiem adidasa, torebką MK. Lubię, żyć wygodnie i spokojnie. Lubię się napić, lubię zjeść dobrą pizzę. Obejrzeć po raz setny 3 sezon Kości i House'a. Lubię się nie spieszyć. Nie marnuję czasu na obgryzanie z żalu paznokci, bo wszyscy na FB byli w ty roku na Santorini a ja caly letni sezon spędziłam pracując jako sprzątaczka. Plaża 5 min jazdy samochodem. A z Jakubem nie można się nudzić. No właśnie. Jakub mnie zdystansował do tej całej gonitwy w najmodniejszysz okularach Prady. Wiecie, o których mówię. Te duże okrągłe z zawijasami tuż przy uchu. W zeszłym roku wszystkie je nosiły. Czy im pasowały czy nie. Ważne, że drogie i modne. Bo Kuba najbardziej lubi karmić gołębie na plaży, huśtać się w parku i biegać jak najdalej, jak najdłużej. A wszystko to jest zupełnie za darmo ( nie licząc chleba dla gołębi). Ma ulubione, przetarte jeansy, kupione za 50 eurocentów w sklepie z używaną odzieżą, który wspomaga schronisko dla psów. Nie ma wymagań jeśli chodzi o zabawki. Sznurek i patyk też jest super. Nie, nie chodzi o to , że ich nie posiada, ale ten sznurek i patyk zawsze wygrywa. No i moze jeszcze pudełko. Pudełkami też się lubi bawić. Tak... Oby mu tak zostało, bo człowiek ma o tyle spokojniejszą głowę kiedy nie ma wielkich potrzeb. Kiedy może cieszyć się rozmową, pogodą, temperaturą piwa, spokojnym snem bez zakłóceń związanych z urojonymi potrzebami. Namaste 😀

Wednesday, 17 February 2016

Post drinkowa nostalgia

Jak mi się tęskni za tamtym czasem kiedy ludzie mieli krzywe zęby, ale nie powstrzymywalo to ich przed szerokim uśmiechem. Takim od ucha do ucha. Kiedy kobiety układały włosy lokówką i na piwie. Kiedy manikur był tworzony cążkami i bialym perłowym lakierem a super modną biżuterię z Jablonexu kupowalo się w czwartej budce od peronów na krakowskim dworcu. Te spinki kokardki o błyszczącym czerwonym kolorze i ta broszka wisienki co mi mama kupiła przy placu Matejki. Szczyt szczęścia. Ta przyszywana ciocia Basia w supermodnym czerwonym plastikowym łańcuchu na szyji. I te wszystkie wspaniałe rzeczy, znoszone przez handlarkę do restauracji "Jagienka" w której pracowała mama. Przemycała to wszystko cholera wie skąd. Z Turcji, z Węgier może. Byla też obok kawiarnia "Danusia" pewnie z dzisiejszych pokoleń mało kto skojarzy dlaczego "Jagienka" obok "Danusi" a tam właśnie działy się rzeczy najpyszniejsze. Bita śmietana ze startą czekoladą, koktajl truskawkowy, i galaretki. I te panie w perłowych szminkach i ci panowie z wąsami. Wtedy jeszcze zwracano się do siebie per "pan" " pani" i krzyczało na dzieci wspinające sie po pomniku bitwy pod Grunwaldem...

Thursday, 11 February 2016

Bycie mamą jest ble?

Jest 3.43 rano i właśnie bardzo pobieżnie przeczytałam list napisany do jednej z gazet przez panią, która ma za złe kobietom, ze rodzą dzieci zamiast piąć się w kieckach i szpilkach po szczeblach kariery. Przeczytałam pobieżnie, bo nieczęsto zdarza się czytać tyle bzdur na raz. Że to bardzo zle chcieć urodzić dziecko i pobyć z nim w domu. Pierwszy błąd. Bardzo mało kobiet stać na siedzenie w domu kiedy na świecie pojawia się dziecko. Tylko skąd pani mialaby to wiedzieć. A jesli już mogą, to dlaczego nie...? Spędzać dni z ludźmi, którzy ciągle z nami konkurują(o podwyżkę, o awans, o biurko przy oknie), czy spędzać dni z czlowiekiem dla którego jesteśmy calym światem.  Martwić się o krótki termin projektu, czy martwić się o pogodę na weekend żeby ognisko się udało? Matka, jeśli tylko bierze swój tytuł na poważnie, to najważniejszy zawód świata. Nie jest łatwo wychować malego człowieka na ludzi. I wcale nie chodzi o zaryte noce, kupki, temperatury czy napady wściekłości w sklepach. Wychować go tak żeby czuł, współczuł, rozumiał, cieszył się, pomagał, był kochany, szczęśliwy żeby żył po prostu. Nie umniejszam, ale jest coś takiego czym różnią sie matki od niematek. Nie tam, że nie są w pełni kobietą czy inne bzdury. Jest jednak różnica w tych, które przesiedziały kilka nocy nad tym cholernym termometrem, który uparcie wskazuje 38.5 a tymi które jeszcze tego nie zrobiły. Mówię tu o mamach, które zdecydowały się podzielić życiem i choć bywa trudno, są szczęśliwe. Więc szanowna pani wybaczy, ale mnóstwo wspaniałych, mądrych, zdolnych kobiet wybierze szczeble zjeżdżalni w parku zamiast szczebli kariery.

Monday, 8 February 2016

Nerwica

Strach ma wielkie oczy. Ja też.
Ciągle się boję. O coś, o kogoś, czegoś, kogoś. Boję się otworzyć i zamknąć. Drzwi, usta, okno, etap. Boję się wyjść i boję się zostać. Nacisnąć, nie naciskać. Postać a może lepiej usiąść. Zapytać czy samemu się męczyć, analizować słowo po słowie każde wypowiedziane lub nie zdanie, które pewnie nigdy nie padnie, albo które powinno było paść. Przebudzić sie w środku nocy z umysłem zgnębionym tym kłamstwem sprzed 20 lat. Nie móc zasnąć bo inteligencja emocjanalna urządziła sobie wspominkowe party. Trzeba o wszystkim pomyśleć, być na wszystko gotowym, trzeba było być. Bo czasu nie da się cofnąć. Nie da się poprawić co spieprzyło się kiedyś. Można jedynie uczyć się ma błędach i nie popełniać tych samych drugi, trzeci, enty raz. Być lepszym, czuć się lepiej. Piękniej, pewniej, szczerze. I spać spokojnie, bo tylko licho nie spi.

Wednesday, 27 January 2016

Co wolno wojewodzie

Miałam tego nie pisać. Mąż mówi nie pisz, wiesz jakie tam ludzie czasem bywają. W tym internecie znaczy. A ja na to, że aaaa w dupie ( nomen omen) i że napiszę, bo na samą myśl łzy mi ze śmiechu ciurkiem po twarzy lecą. Jest tak. Od kiedy pamiętam zawsze sie wstydziłam bycia nago. Nawet sama w łazience siebie nie lubiłam nago. Zawsze mi było za grubo, za dużo, za mało. No w ogóle wstyd. Dopiero teraz widzę jak  powinnam była się cieszyć i nacieszyć,  ale to nie ważne. Ważne za to dla mnie jest żeby Kuba takich wstydów nie miał. Choć wszyscy wiemy, że u chłopaków to inaczej zawsze z tym wstydzeniem. Mam nawet jednego w znajomych, który zaszokował mnie niewinną 10- latkę kiedy podczas rozmowy przed blokiem postanowił się wysikać nie przerywając wywodu. Ale do rzeczy. Kuba wiele razy widział mnie nago. Goła mama rzecz naturalna. Jakoś tak rano wzięłam prysznic i stoje w łazience wklepując cudowne kremy i balsamy. Na to wpada Jakub i zupełnie naturalnie z wrodzonym impetem, rozdziawia mi tyłek na całą szerokość wrzeszcząc:
-Mas robaki?!!!
Jak Bóg Kubie...